Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monarchie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monarchie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Luksemburska rodzina wielkoksiążęca powiększa się

Księżna Claire wraz z księciem Feliksem.
Dwór Wielkiego Księstwa Luksemburga ogłosił, że 15 czerwca księżna Claire, żona księcia Feliksa, urodziła córkę. Nowo narodzona księżniczka otrzymała imię Amalia Gabriela Maria Teresa i waży 2950 gramów. Jest to pierwsze dziecko książęcej pary, która pobrała się we wrześniu 2013 roku. 

Książę Feliks jest drugim synem Wielkiego Księcia Henryka i Wielkiej Księżnej Marii Teresy.

niedziela, 12 stycznia 2014

Po co monarchistom monarchie?

Książę Henryk, księżna Kamila i księżna Katarzyna, 2012 rok (Źródło: Wikimedia Commons)
Nie ma nic cięższego od pytań najprostszych, tych najbardziej elementarnych, a z pewnością do takich należy to postawione w tytule. Dyskusję z monarchistą w zasadzie powinno zacząć się od spytania dlaczego monarchia, a nie republika. Nie mam jednak zamiaru tym razem rozważać nad wadami i zaletami obu ustrojów. Dziś chciałbym zająć się kwestią najbardziej kontrowersyjną wśród samych monarchistów - po co nam współczesne monarchie, gdzie władca nie rządzi, a panuje?

Mamy w Europie 11 państw monarchistycznych + Watykan jako państwo dwunaste i szczególny rodzaj monarchii. Odrzucając zaś państwa o liczbie ludności mniejszej niż Poznań zostaje nam najbardziej charakterystyczna siódemka - Wielka Brytania, Hiszpania, Dania, Szwecja, Norwegia, Holandia i Belgia. Pytanie często zadawane wśród samych monarchistów brzmi - po co nam one? Po co nam dynastie, które nie mają już do powiedzenia tyle, co dwieście lat temu?

W błysku fleszy

Patrząc czasem na monarchię brytyjską, bo na tej chciałbym się skupić, aż chce się złośliwie określić ją monarchią celebrycką. O tym, ile wywołuje ona złości wśród samych monarchistów, można przekonać się choćby z dyskusji pod wpisami dotyczącymi dzisiejszych monarchii na stronach monarchistycznych na facebooku. Zarzuca się im sztuczność, łamanie obyczajów, brak wpływu na politykę, upodobanie do pojawiania się na pierwszych stronach bulwarówek. Czy jednak słusznie? Czy winą członków rodzin królewskich jest to, że wykonywali swoje obowiązki pojawiając się na ważniejszych uroczystościach w kraju? Czy może to, że wloką się za nimi niestrudzeni paparazzi czyhający na najdrobniejszą królewską wpadkę? To nie wina brytyjskiej rodziny królewskiej, że tyle musieliśmy słuchać o książęcym ślubie i royal baby. To ludzie sami chcieli o tym słuchać, to oni generowali zainteresowanie. Rodzina królewska po prostu poprawnie to wykorzystała. Jak zwykle - pokazując się zresztą jako ludzie z klasą.

Naiwnym wydaje się być zarzucanie rodzinom królewskim dbanie o swój wizerunek, PR, ową sztuczność. Nienaganne ubrania, fryzury, zdjęcia z dziećmi. Czymś podobnym zajmuje się przecież każdy polityk. Monarchowie mają zaś o tyle utrudnione zadanie, że muszą dbać nie tylko o swój własny wizerunek, lecz całej swojej rozrośniętej rodziny. Przyglądają się im ludzie z całego świata, komentują każdy ich ruch. Powtarzające się wpadki groziłyby w państwie wzrostem niezadowolenia, a pewnie i nastrojów antymonarchistycznych. Na to zaś żaden trzeźwo myślący monarcha nie może pozwolić.

Wspierać czy obalić?

Wśród zwolenników monarchii zdarzają się najróżniejsze typy ludzi. Nie rozumiem jednak za bardzo jak można być jednocześnie monarchistą i zwolennikiem obalenia monarchii (chociażby brytyjskiej). Jeżeli już jest się zwolennikiem twardych rządów monarchy, to wypadałoby zastanowić się w jaki sposób można takie rządy osiągnąć. Łatwiej jest zreformować istniejącą monarchię niż wprowadzić od razu silne rządy rojalistyczne na bazie republiki. A już sto razy łatwiej jest poddać monarchię reformie niż ją obalić, wprowadzić rządy republikańskie i zaraz znów monarchistyczne, lecz tym razem wzmocnione. Czy monarchia celebrycka szkodzi monarchistom na całym świecie? Nie uważam, buduje i utrzymuje ona raczej poparcie wśród szerokich mas społeczeństwa, bez którego to żadnej monarchii w kraju republikańskim wprowadzić się nie da.

Zdaje się zresztą, że ludzi nie za bardzo interesują zagadnienia ideologiczne lub ustrojowe. Patrząc na monarchię zdają się widzieć dwie rzeczy - że ładnie się prezentują i że to trochę kosztuje (nie wspominając już o tym, że dzięki nim pamięć o takim ustroju jak monarchia jest ciągle żywa). Co do tego drugiego, to David Lloyd George powiedział w swoim czasie (1909 rok): "Całkowite utrzymanie księcia kosztuje tyle, co utrzymanie dwóch pancerników. A to książęta budzą właśnie tak wielkie przerażenie i są trwalsi". Nie da się ukryć, że trochę się przez te przeszło sto lat zmieniło. Trudno byłoby dziś powiedzieć zupełnie poważnie i bez drwiącego uśmiechu, że książę Karol budzi wśród ludzi wielkie przerażenie. Za to przynajmniej argument drugi wciąż jest obowiązujący i całkiem ważny. Monarchowie zapewniają trwałość i myślenie perspektywiczne w czasach, gdy rządy skupiają się tylko na obecnej kadencji i najbliższych wyborach. Nie sądzę też, by koszt utrzymania własnej rodziny królewskiej był dużo wyższy od utrzymywania Prezydenta, nadmiaru posłów i ich armii urzędników.

Przy co najmniej kilku zaletach utrzymywania przy życiu monarchii takich jak brytyjska, nie widzę za bardzo poważniejszych jej wad. Spotkałem się z taką opinią, że one tylko nam, monarchistom, szkodzą. Nie rozumiem tylko w jakim sensie. Opinie o jej szkodliwości muszą wynikać z oderwanego od rzeczywistości ciągłego porównywania czasów dzisiejszych do nowożytnych i średniowiecza. One nie wrócą. Nawet starożytni Grecy wiedzieli, że zupełne kopiowanie ustrojów z przeszłości jest głupie. Skoro już raz się nie utrzymał, to czemu miałby utrzymać się teraz? Miałby na to jeszcze mniejsze szanse niż te dwieście lat temu. Za każdym razem odtwarzając jakiś ustrój trzeba go dostosować do potrzeb czasów współczesnych. Dlatego niepoważne byłoby przyjęcie za obowiązującą Konstytucję 3 maja po 1918 roku czy konstytucję kwietniową po roku 1989.

Primum non nocere

Prawie za każdym razem wrzucając na stronę "Rojalistów polskich" na facebooku treść związaną z dzisiejszymi monarchami spotykam się z krytyką i niechęcią wobec monarchii. Zmusiło mnie to do refleksji i wyłożenia swoich poglądów na ten temat. Zastanawiając się nad tym, dlaczego mielibyśmy pragnąć utrzymywania przy życiu monarchii tego typu, wolę zadać sobie pytanie - a dlaczego nie? Więcej mamy z nich pożytku niż szkód, zarzuty wobec nich są niesprawiedliwe i niezbyt mocne i przy okazji są to ostatnie bastiony monarchizmu, których każdy realistycznie myślący rojalista powinien bronić, a przynajmniej nie atakować. Bo nie ma nic gorszego niż robienie brzydkich rzeczy do własnego gniazda.

niedziela, 11 listopada 2012

Jak połączyć romantyczną wizję restauracji monarchii w Polsce z realizmem politycznym? Rzecz o wewnętrznych rozterkach Autora.


Na wstępie chciałbym przeprosić Czytelników za nieco nudny, długi tytuł. Ostatnimi czasy moja głowa przesiąknięta jest jednak nazwami publikacji sprzed dwóch, trzech, a nawet czterech stuleci i ja sam nie mogłem się powstrzymać, by do nich nie nawiązać.

Sam tytuł sugeruje również, że zajmować się będę w niniejszym wpisie także realizmem politycznym. Z góry jednak ostrzegam, że nie mam żadnego politycznego doświadczenia, więc nie wiem, co tak naprawdę jest ważne, aby zdobyć choćby namiastkę władzy w Polsce (złośliwi powiedzą - pieniądze) ani co można rzeczywiście zrobić będąc już u władzy. Znam jednak podstawowe jej kompetencje i postrzegam siebie jako uważnego obserwatora, co pozwoli mi opisać to, co uważam za realne.

Skąd wynikają rozterki, o których wspominam w temacie? Głównie z konfliktu pomiędzy marzycielskim, sentymentalnym właściwie z definicji romantyzmem, a trzeźwym politycznym realizmem, który powinien być głównym sposobem działania w polityce.

Przede wszystkim znów chciałbym wspomnieć o sytuacji rojalistów w Polsce, tym razem jednak pod nieco innym kątem. Należy mieć na uwadze kondycję polskiej prawicy, bo niewątpliwie z nią związany jest konserwatywny (a nawet kontrrewolucyjny) ruch monarchistyczny.

Obecnie mamy w Sejmie sześć klubów i dwóch posłów niezrzeszonych. Jeden z nich to poseł Jarosław Jagiełło, który w wyborach startował z listy Prawa i Sprawiedliwości, a drugi to poseł Ryszard Galla - przedstawiciel mniejszości niemieckiej. Ciężko jest w zasadzie umiejscowić polskie kluby parlamentarne na klasycznej osi Lewica - Centrum - Prawica, chociaż nieco łatwiej jest już korzystając z dodatkowych pojęć: centrolewica i centroprawica. W naszych warunkach można łatwo zauważyć jednak, że partie polityczne są światopoglądowo prawicowe (PiS, SP, częściowo PO, PSL), a gospodarczo lewicowe, co jest bardzo popularne, bo zadowala masy i przysparza poparcie wyborców.

Platforma Obywatelska posiada rozbudowane skrzydło konserwatywne z ministrem Gowinem na czele, a Prawo i Sprawiedliwość w ogóle jest konserwatywne. To znaczy prezes Kaczyński jest taki, a reszta musi się do niego jakoś dostosować. Sam PiS zresztą lubi się dzielić - najpierw wyodrębniło się PJN, jakiś czas temu SP. Podobna rzecz dotyczy Kongresu Nowej Prawicy, w którego sytuacji nie jestem mimo wszystko doskonale zorientowany, ale wiem, że członkowie KNP ostatnio znów się pokłócili i część z nich odeszła z partii.

Prawica lubi się więc dzielić, choć ma ogromny potencjał, bo i elektorat jest całkiem spory. Przejdę więc do zasadniczego pytania - gdzie jest miejsce dla rojalistów? Obecnie funkcjonują w Polsce dwie partie monarchistyczne: Polski Ruch Monarchistyczny oraz Unia Polskich Ugrupowań Monarchistycznych. Przywódcą tego pierwszego jest Leszek Wierzchowski, drugiego Aleksander Podolski. Obie uważają, że posiadają prawo do potwierdzania szlachectwa oraz nadawania nowych tytułów szlacheckich i arystokratycznych, obydwaj szefowie partii używają tytułu regenta. Kwestia ta z góry skazuje ów partie na pośmiewisko i pozostanie w wesołej rodzinie planktonu politycznego.

Pozostają zatem dwie możliwości: 1) utworzenie nowej partii politycznej; 2) dołączenie do jednej z już istniejących. Tutaj już lepiej zostać członkiem któregoś z ugrupowań już znajdujących się w Sejmie, aby docelowo zostać posłem czy członkiem władz samorządowych. Im więcej rojalistów w parlamencie tym lepiej - może oni sami w końcu założą jakiś monarchistyczny klub parlamentarny. Poza tym przy odpowiednich zdolnościach (i nie oszukujmy się - kontaktach) tak jest łatwiej.

Możliwości pierwszej nie będę teraz omawiał, bo nie wykluczam zrealizowania jej w ciągu kilku kolejnych lat. Właściwie to jestem w bardzo wczesnej jego fazie, która polega na gromadzeniu wokół siebie wartościowych monarchistów i propagowaniu idei rojalistycznych. Być może jest to temat na kolejny, osobny wpis na blogu.

Trzeba przede wszystkim pogodzić się z tym, że restauracja monarchii w Polsce jest wizją odległą, możliwą w perspektywie co najmniej kilkudziesięciu lat. Tutaj również istnieją co najmniej dwie drogi przywrócenia monarchii.

Pierwsza to ewolucjonizm (kontrewolucjonizm?), w ramach którego popularność i poparcie społeczne zdobywa chrześcijański konserwatyzm, którego zwieńczeniem byłaby idea monarchizmu i przywrócenie jej w Polsce do życia. Ta droga mogłaby zajmować 50, 100, 150 lat, a może i nigdy nie zakończyć się restauracją, jest to jak najbardziej możliwe i z tym także trzeba się pogodzić.

Drugi scenariusz jest bardziej dramatyczny. To upadek systemu demoliberalnego (choćby na skutek wszechobecnego i cyklicznie powtarzającego się kryzysu) i pobudzenie w Polsce żywiołu pragnącego kluczowych zmian. Słyszymy już przecież hasła nawołujące do przebudzenia Polski. Oczywiście były one idiotyczne, bo miały na celu tylko przywrócenie rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale świadczy to jednak o tym, że Polacy nie zapomnieli jeszcze jak wymachiwać flagą i jak walczyć o zmianę ustroju.

Choć scenariusz drugi jest chyba nawet bardziej prawdopodobny od pierwszego, bo nie można przewidzieć ani trochę kiedy miałby nastąpić, to preferowałbym przywrócenie monarchii na drodze "kontrewolucji". Żywioły i rewolucje zawsze były ostatecznie bowiem złe w swoich skutkach, czego uczy nas historia (rewolucja francuska i terror jakobiński, powstania narodowe, nazizm jako skutek gwałtownego żywiołu).

Kwestia zaś tego, kto miałby objąć polski tron z oczywistych, także wynikających z poprzedniego zdania przyczyn nie podlega społecznej dyskusji. Krótko mówiąc - prawie nikt się tym interesuje, prawie nikogo to nie obchodzi.

Dlatego idea monarchizmu musi w Polsce dojrzeć, wyewoluować. Musi być także aktywnie promowana (także dzięki organizacjom monarchistycznym działającym w Polsce). Przede wszystkim wzmocniona zostać musi prawica, ponieważ jej wizerunek jest mocno nadszarpnięty, m.in. z powodu tzw "prawicy maszerującej" czy "prawicy smoleńskiej". Dobrze by się stało dla polskiej racji stanu, gdyby siły polityczne je reprezentujące zniknęły z życia publicznego lub odcięły się od swojej pseudopatriotycznej (w przypadku pierwszej) czy paranoicznej (w przypadku drugiej) przeszłości. Następnie wśród samej prawicy to konserwatyzm powinien wieść prym, ponieważ to bezpośrednio do niego odwołują się już idee monarchistyczne. To bardzo długa droga.

Samo zorganizowanie w Sejmie klubu monarchistycznego byłoby szalenie wielkim sukcesem, ale jeszcze nic by nie dawało. Trzeba przecież poważnie zmienić samą Konstytucję! Restauracja monarchii w Polsce wymagałaby więc jedności i dążeń rojalistycznych wśród większości posłów oraz przede wszystkim jedność i chęć restauracji wśród całego narodu. Tak poważna zmiana Konstytucji zgodnie z nią wymagałaby przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum.

Z tego powodu moim zdaniem polski rojalista powinien zacząć od dialogu ze społeczeństwem i zachęcenia jak największej liczby osób do polubienia konserwatyzmu. Niekoniecznie katolickiego, ale ogólnie chrześcijańskiego. Monarchista powinien przede wszystkim działać wśród ludzi, a nie zamknąć się z garstką ludzi w kawiarni i nadać im wszystkim tytuły arystokratyczne i każdemu po folwarku na Wileńszczyźnie.

Z jednej strony rojalista musi być sentymentalny i mieć mimo wszystko gdzieś w pamięci "stare dobre czasy", a z drugiej znać doskonale swoje możliwości, perspektywy i zawsze wiedzieć, co ma być jego kolejnym krokiem. Nie może żyć w swoim zamkniętym świecie marzeń, choć nie może o nim zapomnieć. Polski monarchista nie może gardzić tłumem jak XIX-wieczni konserwatyści polscy. Musi z nim rozmawiać i jak dobry produkt musi się umieć sprzedać nie odchodząc przy tym od swoich ideałów.